O autorze
Uzależniona od fotografii podróżniczka, na co dzień artdirectorka w agencji reklamowej. Kocha Afrykę i góry. Autorka bloga ComeAnn.

Po dalekich lądach czy w głąb siebie?

fot. Anna Krypa
O podróżach rozmawiam z psycholog Justyną Rokicką

„Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej” (Ryszard Kapuściński).





Wyjeżdżam od wielu lat, pakowałam się już „tysiące” razy, latałam wieloma rodzajami samolotów i na trasach różnej długości, odwiedzałam kraje o odmiennych kulturach. Czasem zastanawiam się, czy to w jakiś sposób mnie zmieniło, czy wpłynęło na moje poglądy i podejście do różnych spraw... Postanowiłam przyjrzeć się temu tematowi (i sobie) nieco bliżej i zadać kilka nurtujących mnie od dawna pytań mojej dobrej znajomej – psycholog Justynie Rokickiej ( www.justynarokicka.pl ).

*****

Anna Krypa:
Przed każdą dalszą wyprawą nie omija mnie słynna Reisefieber, czyli zdenerwowanie, podniecenie przed podróżą. Nie mogę sobie znaleźć miejsca i ciągle przychodzą mi do głowy kolejne rzeczy, które jeszcze powinnam zapakować.

Nie towarzyszy jednak temu uczucie lęku, że na pewno coś złego mi się przydarzy podczas podróży. Jestem raczej podekscytowana tym, że ruszam w nieznane, zobaczę wiele fantastycznych miejsc i poznam ciekawych ludzi. Nie boję się też latać, a samoloty wprost uwielbiam, więc odpada również strach przed lotem. Wydaje mi się jednak, że wiele osób przeżywa to dużo bardziej ekstremalnie niż ja i każdy daleki wyjazd może być dla nich ogromnym stresem. Czy mam rację i skąd to wynika?

Justyna Rokicka: Każdej podróży towarzyszą emocje. Często podróż jest końcem lub początkiem, zapowiedzią czegoś nowego w życiu. Można powiedzieć, że zawsze wiąże się z doświadczeniem pewnego stresu. Może być on konstruktywny, dodający energii – kiedy podekscytowani oczekujemy czegoś miłego, przyjemnego (podróż życia, wymarzone wakacje, odpoczynek, spotkanie z przyjaciółmi po latach).

Przygotowania do wyjazdu mogą być też doświadczeniem, któremu towarzyszy pewien niepokój. Dzieje się tak w przypadku, gdy mamy ambiwalentne uczucia związane z daną podróżą – z jednej strony oczekujemy pozytywnych doświadczeń z wyjazdu, a z drugiej towarzyszą nam różnego rodzaju obawy. Lęki te najczęściej dotyczą utraty kontroli nad biegiem wydarzeń i strachem przed nieznanym, przed sytuacjami nie do przewidzenia, np. lęk przed lataniem. Tak, jakbyśmy odpływali z bezpiecznej przystani, jakim jest nasz dom, kraj i środowisko, na otwarte morze, gdzie nie wiemy, co nas tak naprawdę czeka – choć mamy nadzieję na wspaniały rejs.

Są też sytuacje ekstremalne, kiedy podróż związana jest z traumatycznymi doświadczeniami i koniecznością ucieczki od dawnego życia (przymusowa emigracja, rozdzielenie z rodziną, wojna, utrata pracy i dobytku). Istnieją osoby, które podczas podróży znalazły się w stanie zagrożenia zdrowia i życia (napad, katastrofa, porwanie, kradzież) i takie doświadczenia pozostawiają trwały ślad w pamięci, a każda kolejna wyprawa przywołuje budzące lęk wspomnienia.



Anna Krypa:
Uwielbiam być „w drodze”! W samolocie, samochodzie czy pociągu – właściwie wszystko jedno. Bardzo lubię to przyjemne uczucie przemieszczania się w kierunku czegoś nowego, zmieniające się za oknem obrazy i niesamowite skupienie myśli – czasem nawet wewnętrzną rozmowę ze sobą. Wszystko inne pozostaje daleko w tyle.

Nie muszę myśleć o codziennych sprawach i obowiązkach, nie zajmują mnie terminy spotkań, praca czy po brzegi wypełniony kalendarz, mimo że przecież w podróży też czasem obowiązuje mnie jakiś mniej lub bardziej napięty „program dnia”. Bardzo lubię też niecodzienne uczucie towarzyszące przekonaniu, że najprawdopodobniej jestem w danym miejscu pierwszy i ostatni raz w moim życiu. Dlatego z całych sił staram się nacieszyć tym niepowtarzalnym momentem. Czy to jest dziwne?


Justyna Rokicka:
Rozumiem, że podczas podróży przeżywasz cały wachlarz emocji i towarzyszą temu przeróżne myśli. Wyjeżdżając, często od czegoś uciekamy (niemiłe wydarzenia, obowiązki, trudne przeżycia), ale także podążamy ku przyjemnym, nowym doświadczeniom. Będąc w drodze, możemy mieć wrażenie pewnego chaosu czy wewnętrznego poruszenia, ponieważ każda wyprawa wyrywa nas z rutyny i utartych schematów, w jakich na co dzień funkcjonujemy.

Zazwyczaj w „normalnym” życiu działamy mechanicznie i nie zastanawiamy się nad tym, co czujemy i myślimy oraz co się dzieje dookoła nas, skupiając się tylko na stałych elementach dnia – to trochę tak, jakbyśmy żyli z klapkami na oczach. Każda podróż sprawia, że na nowo przyglądamy się sobie i temu, co dookoła, dlatego powoduje taką burzę przemyśleń i emocji. Każdy wyjazd długo pozostaje w naszej pamięci, jest bogaty i kolorowy, nie tylko pod względem zrobionych zdjęć, ale także wewnętrznych przeżyć.


Anna Krypa:
Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni całe życie czytają o dalekich lądach i śnią o przygodach, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i ruszają na spotkanie swoich marzeń. (Wojciech Cejrowski „Gringo wśród dzikich plemion”).

To bardzo interesujący cytat. Kiedyś – dawno, dawno temu :) też nie podróżowałam, a jedynie czytałam o odległych lądach i oglądałam przepiękne zdjęcia w albumach fotograficznych. Jednak któregoś szczęśliwego dla mnie dnia wstałam z fotela... Czy spotkałam swoje marzenia i czuję się usatysfakcjonowana? I tak, i nie. Spotkałam ich wiele, jednak kończąc jedną przygodę, mam już ochotę na następną i cały czas wydaje mi się, że jest jeszcze tyle do zobaczenia i do poznania.

Na samym początku podróżniczej drogi wydawało mi się, że jak już odbędę tę właśnie wyprawę, zdobędą tę konkretną górę, to osiągnę spełnienie moich marzeń. Ale zawsze było to chwilowe złudzenie. Mijał miesiąc, dwa – i znajdował się nowy cel, który podbijał moje serce i determinował moją codzienność.

Ciekawią mnie ludzie, którzy wciąż nie wstali z przysłowiowego fotela, lecz ciągle narzekają, że nigdzie nie byli. A przecież wszyscy którzy teraz podróżują, doskonale wiedzą, że w obecnych czasach (dzięki tanim lotom i darmowym noclegom poprzez pewien znany portal) może podróżować praktycznie każdy. Oczywiście każdy, kto nie szuka dziury w całym i ma odwagę polecieć sam w nieznane, do nieznajomych osób i obcego kraju.

Zastanawiam się, dlaczego jest tak dużo narzekających na niemożność podróżowania, choć na pewno są też osoby, które faktycznie nie mogą realizować podróży z wielu przyczyn. Rozumiem też, że dla niektórych samo marzenie i podziwianie odległych miejsc i kultur na ekranie telewizora czy w książce jest wystarczające do szczęścia. Jednak narzekający nie dają mi spokoju.

Czy po prostu wygodniej jest narzekać, siedząc w fotelu, niż zrobić jakiś wysiłek i coś zmienić, czy to może strach przed nieznanym? Co może zdecydować o tym, że w pewnej chwili ruszymy cztery litery z wygodnego siedziska? Ciekawi mnie też, czy już w momencie podejmowania decyzji o nowym wyjeździe, planowania, czytania przewodników zaczynamy być „w podróży”?

Justyna Rokicka: Istnieje grupa ludzi, dla których komentowanie i narzekanie jest celem samym w sobie – rozładowuje różnego rodzaju stresy i frustracje. Jest mało prawdopodobne, że kiedykolwiek odważą się podjąć jakiekolwiek działania w kierunku realizacji podróży. W tym przypadku między mówieniem a działaniem istnieje ogromna przepaść.

Grupa, która w końcu odważy się wstać z fotela, to ludzie, którzy w odpowiednim momencie w życiu są na to gotowi. Proces podróży w ich umysłach zaczął się o wiele wcześniej, często na poziomie nieświadomym, a realizacja następuje, kiedy przychodzi na to czas ( sprzyjające okoliczności, emocjonalna dojrzałość do podjęcia takiej decyzji). Każdy, kto zdecyduje się wybrać w daleką podróż, musi jednak najpierw przekroczyć granicę w swoim umyśle, związaną z utratą dotychczasowego poczucia bezpieczeństwa i odważeniem się na przyjęcie tego, co nieznane.



Anna Krypa: Kolejna rzecz to owe „zarażenie podróżą”, o którym pisał Ryszard Kapuściński. Dla mnie już sama atmosfera przed wyjazdem jest uzależniająca. Niby jest to zdenerwowanie, ale wciąż ma się ochotę na więcej. Kiedy wrócę z jakiejś dalekiej podróży do normalnego, spokojnego miejskiego życia, po jakichś dwóch miesiącach ten ład staje się wręcz nie do zniesienia. Jakby coś mnie cały czas uwierało w bucie:) Moje myśli zaczynają krążyć wokół nowego kierunku i coraz częściej zaglądam na wyszukiwarki połączeń lotniczych. Dlaczego tak się dzieje i czy od podróżowania naprawdę można się uzależnić?

Justyna Rokicka: Moment, w którym odważymy się przekroczyć tę granicę w umyśle, jest doświadczeniem prawdziwej wolności i euforii. Porzucając codzienne schematy, widzimy siebie i świat na nowo oraz doświadczamy głębi emocji. Podczas wyprawy w nowe miejsca, jesteśmy trochę jak dzieci- widzimy wszystko „po raz pierwszy”, poruszamy się po nieznanym, z ciekawością i uważnością obserwując rzeczywistość. Takie przeżycia jak najbardziej mogą być uzależniające – wybieramy ekscytujący świat przygód zamiast przewidywalnego, bezpiecznego, choć trochę nudnego dnia powszedniego.



Anna Krypa:
Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu. (Marcel Proust).

Wracając z podróży do Etiopii – a była to moja pierwsza dłuższa podróż do Afryki, mająca głównie na celu zdobycie najwyższego szczytu kraju – byłam tak szczęśliwa z faktu posiadania prysznica w mojej kawalerce, jak nigdy przedtem! Po kolejnych wyjazdach zaczęłam stopniowo zauważać kolejne zmiany w moim zachowaniu i sposobie myślenia. Przestałam się bać nowych sytuacji, a wręcz zaczęłam lubić zmiany.

Myślę, że podróże nauczyły mnie także pokory. Zaczęłam też doceniać to, co mam i to, co mnie w życiu spotkało i spotyka każdego dnia. Poznałam wiele fascynujących osób i odwiedziłam przeróżne miejsca na ziemi, co pozwoliło mi szerzej spojrzeć na świat, różnice kulturowe i piękno, obecne właśnie w odmienności rzeczy i ludzi. Miałam to szczęście, że nie spotkało mnie wiele przykrych sytuacji podczas moich wszystkich wyjazdów. Jednak na pewno nauczyłam się uważać w nowych sytuacjach – zwłaszcza w zupełnie nowym dla mnie kulturowo otoczeniu.

Nauczyłam się też nie oceniać ludzi na podstawie pierwszego wrażenia, tylko starać się poznać ich historię i otoczenie. Z moich podróży wyniosłam bardzo wiele dobrego i na pewno stałam się dużo bogatsza wewnętrznie – z jednej strony dużo spokojniejsza i zdystansowana do codziennych, drobnych problemów, a z drugiej wciąż łakoma świata, zupełnie, jakbym pod tym względem wyzbyła się oporów „świata dorosłych” i na nowo stała się dzieckiem, które ma ogromną chęć poznawania nowych rzeczy, miejsc i osób. Co dobrego (i złego) możemy zyskać, często podróżując w odległe miejsca i czy faktycznie wyjazdy mogą nas zmienić i mieć trwały wpływ na naszą osobowość?


Justyna Rokicka:
Zaryzykowałabym twierdzenie, że dzięki podróżom więcej zyskujemy niż tracimy. Jeśli nie spotkały nas przykre doświadczenia, to – pod względem psychologicznym – wyprawy rozwijają naszą osobowość. Pomagają pokonać lęki, dzięki nim przekraczamy wewnętrzne bariery, stajemy się bardziej wrażliwi na otaczający nas świat, głębiej analizujemy rzeczywistość i swoje miejsce w niej. Każda podróż jest także podróżą w głąb siebie, która sprawia, że wracamy trochę odmienieni. Jest jednak druga strona medalu. Przez częste podróże cierpieć mogą nasze relacje z bliskimi – nie każdy jest na tyle tolerancyjny, by akceptować taki tryb życia. Prawdopodobnie musimy wybierać między ważnymi dla nas wartościami- „stabilizacją życiową”, a wolnością.



Anna Krypa: Dalekie podróże mają to do siebie, że przywozi się z nich coś zupełnie innego niż to, po co się pojechało. (Nicolas Bouvier)

I znów wrócę myślami do wyprawy na najwyższy szczyt Etiopii. Pojechałam tam w jednym, właściwie bardzo konkretnym celu – tak samo zresztą, jak na kilka innych trekkingowych wyjazdów. Wróciłam ze zdobytym na szczęście szczytem, ale przede wszystkim z czymś zupełnie innym. Wróciłam „zarażona” Afryką i ludźmi, jakich spotkałam na swojej drodze. Byłam wręcz zahipnotyzowana życzliwością, z którą stykałam się prawie na każdym kroku, na przykład tym, że przez zupełnie obcych ludzi byłam zapraszana na tradycyjną kawę czy krótką pogawędkę.

Byłam zauroczona pięknem i egzotyką krajobrazu oraz niesamowitymi zwierzętami, które często spotykałam na swojej drodze. Cały czas miałam niesamowite wrażenie, że czas płynie tam zupełnie inaczej, dużo wolniej, po jakichś bocznych, nikomu nieznanych torach. Zresztą jest chyba nawet takie etiopskie powiedzenie: „Inni mają zegarki, a my mamy czas”... I coś w tym jest.

Żeby odpocząć w Afryce, naprawdę trzeba nabrać dystansu i przestać przejmować się drobiazgami, gdyż jak mówi kolejne powiedzenie, które gdzieś zasłyszałam: „Jeśli byłeś w Afryce i zrealizowałeś swój plan podróży w 100%, to znaczy, że nie byłeś w Afryce.” :)

Czy wyjeżdżając w odległe miejsca może się tak zdarzać, że nie to, po co pojechaliśmy, stanie się dla nas najważniejsze?


Justyna Rokicka:
Jest takie powiedzenie: „Turysta widzi to, co przyjechał zobaczyć, a podróżnik widzi to, co jest”. Jeżeli naprawdę podróżujemy, nie skupiamy się na tym, o czym przeczytaliśmy w przewodniku i nie ograniczamy się sztywno do zaplanowanych działań. Możemy wtedy doświadczyć czegoś zupełnie zaskakującego. Taka otwarta postawa sprawia, że widzimy całą złożoność i niezwykłość danego miejsca, ze szczegółami, które mogą nas niezwykle poruszyć.

*****
Na koniec mój ulubiony cytat z życzeniami samych interesujących podróży – i tych po odległych zakątkach świata, jak również do wnętrza swojej duszy i umysłu.

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż to, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.” (Mark Twain).

Trwa ładowanie komentarzy...